{ksywa}.blog

Wpisy z tagiem: western-psychologiczny

Gwiazda Szeryfa

22 czerwca 2013 o 11:00 :: komentarze

 

      W westernowym dorobku Anthony Manna najbardziej podobają mi się „Naga Ostroga” i „Mściciel z Laramie”. Najsłabsze wrażenie robi na mnie „Daleki Kraj”. Jest też kilka pozycji, których nie widziałem, jak „Cimarron” czy „Last Frontier”, więc moje postrzeganie jego twórczości może się jeszcze zmienić. Film „Gwiazda Szeryfa” plasuje się gdzieś pośrodku, co nie zmienia faktu, że jest to świetny Western, godny polecenia każdemu. W przypadku tego ostatniego, mamy do czynienia z dużą zmianą odnośnie kwestii obsadzenia głównej roli. Przez pół dekady Mann obsadzał w Westernach swojego ulubieńca, czyli Jamesa Stewarta, co było zrozumiałe, bo pracowało im się świetnie, także w innych gatunkach filmowych. Odpoczynek od Stewarta i wycieczki w stronę innych aktorów: Henry Fondy, a później Gary Coopera, dobrze zrobiły Mannowi – utrzymały jego warsztat i wenę twórczą na wysokim poziomie, w okresie, gdy szczyt miał już za sobą (mowa o Westernach).

The Tin Star

      „Gwiazda Szeryfa” („The Tin Star”) to film, który powstał w 1957r. i obok „Nagiej Ostrogi” jest chyba najlepiej rozpoznawalnym i najczęściej wyświetlanym przez telewizję Westernem Anthony Manna. Dzieje się tak, ponieważ film ten jest podręcznikowym przykładem Klasycznego Westernu, ze wszelkimi dobrodziejstwami, które to ze sobą niesie. Mamy w nim samotnego rewolwerowca, który trafia do małego miasteczka, gdzie wbrew swojej woli zostaje wplątany w miejscowy konflikt interesów. Mamy piękną kobietę, dziecko i niedoświadczonego szeryfa-młokosa, którzy jako jedyni widzą w przyjezdnym dobrego człowieka. Mamy dosyć jasny podział na dobrych i złych, których nietrudno rozpoznać patrząc na twarze aktorów. Np. Lee Van Cleef – zły; Anthony Perkins – dobry. Jest sporo akcji, jest różnorodność charakterów i jest zaskakująco ciekawa scena kulminacyjna, która nie jest jedynym pojedynkiem w tym filmie. Muzyką zajął się Elmer Bernstein, więc jest ona po prostu świetna.

      Tytułowa gwiazda została sprowadzona do symbolu, wokół którego toczy się historia dwóch głównych bohaterów. Młodego szeryfa Bena Owensa (świetny Anthony Perkins), który, jako świeżo upieczony stróż prawa, jeszcze nie zdążył przekonać się, jak uciążliwym brzemieniem jest noszony na piersi kawałek metalu. Z kolei łowca nagród – Morgan Hickman (Henry Fonda) – który przyjeżdża do miasta w celu odebrania nagrody za poszukiwanego bandytę, sam kiedyś był szeryfem, a teraz ucieka od przeszłości, kierując się własnymi zasadami. Morg zachowuje pełnię praworządności i skuteczność w walce z bandytami, mimo niechęci do cynowej gwiazdy. Rozumie jednak, że ma wiedzę, której brakuje młodemu Benowi i postanawia przeprowadzić młokosa przez najtrudniejszy moment w karierze szeryfa – przez pierwszy konflikt. Ich wspólna praca i nauka sprawią, że młody szeryf stanie się prawdziwym mężczyzną, zaś doświadczony łowca nagród przegoni złe duchy przeszłości i zyska nową rodzinę.

Ben and Morg

      Wracając do kwestii dobra i zła. Nie jest ono aż tak klarowne jak napisałem dwa akapity wcześniej. Jest to Western Psychologiczny, więc niektóre postacie są dwuznaczne. Najlepszym przykładem jest sam Morg, który choć działa zgodnie z literą prawa, to jednak ma nie najlepszą opinię – woli zabijać bandytów i dostarczać ich martwych. Mimo zgody na pomoc Benowi, nie zamierza zostać zastępcą i założyć symbolicznej gwiazdy, nie od razu. Drugim, może i nawet lepszym przykładem, jest Bart Bogardus (Neville Brand) – nadgorliwy lider saloonowych zakapiorów. Próbuje stanąć na czele miejscowej społeczności w celu złapania morderców, a następnie wymierzenia im należytej kary, jednak naprawdę jest człowiekiem zepsutym i pałającym chęcią zemsty.

      W filmie nie sposób przejść obojętnie obok świetnie zagranych epizodów. Pojawia się Ed McGaffey czyli wyżej wymieniony Lee Van Cleef, który wraz z bratem napada na dyliżansy. Ciekawą postacią jest Nona Mayfield (Betsy Palmer), matka Kipa, chłopca, z którym zaprzyjaźnia się Morg. Jej dziecko jest pokłosiem indiańskiego nasienia, co sprawia, że kobieta jest outsiderką, żyjącą z drobnych usług krawieckich. Mimo wszystko kobieta dzielnie znosi swoją sytuację w mieście i jest przykładem silnej i mądrej kobiety zachodu. Brzemię jej i syna sprawia, że widzi w Morgu kogoś więcej niż polującego na nagrody zabijakę. Ci dwoje są po prostu sobie pisani. Pojawia się postać Doktora McCorda (John McIntire), ulubieńca miejscowych i człowieka spokojnego, neutralnego. Mann – wbrew konwencji Fordowsko-Hawks’owskiej – wybornie pokazuje w tym filmie, że ludzie opatrujący rany postrzałowe, najczęściej padają ofiarą postrzałów. To ma sens.

      Powiem tak. Anthony Man nakręcił lepsze filmy niż „Gwiazda Szeryfa”. Bardziej dramatyczne, w których zdarzało się więcej akcji, barwniejsze postacie czy wciągająca intryga. Ale na pewno jest to jedno z jego największych dzieł westernowych, a przy tym piekielnie wyrazista klasyka. Nie ma tu słabych scen, źle rozpisanych ról i czegokolwiek do czego można by się przyczepić. Jest za to dobry klimat, pogłębiony przez czarno-białe kadry Vista Vision no i Henry Fonda, dla którego to były ostatnie lata grywania tych praworządnych bohaterów amerykańskiego pogranicza. No bo potem coraz częściej wcielał się w złych, lub niedobrych. GORĄCO POLECAM.



Klasyczne Westerny
, , , , , , , ,

Zobacz więcej...


  • RSS