{ksywa}.blog

Wpisy z tagiem: weird west

Dead in Tombstone

2 października 2013 o 21:44 :: komentarze

         Widać w ostatnich czasach tendencję do wycieczek w stronę Weird Westu. Czyżby pomysły na standardowe Westerny powoli się wyczerpywały i twórcy postanowili skorzystać z uroków tej, mało jeszcze wyeksploatowanej, niszy? Trudno powiedzieć. Faktem jest natomiast, że samo wplatanie w scenerię Dzikiego Zachodu sił nieczystych czy niezwykłych technologi to za mało żeby film był doby i się podobał. Potrzebne jest jeszcze solidne wykonanie, a tego niestety zwykle brakuje. Ostatnio obejrzałem dwa filmy o tej tematyce, a mianowicie: „Gallowwalkers” i „Dead in Tombstone” i żaden z nich nie może się równać z „Jonah Hex”. A ponieważ Hex zbierał wszem i wobec raczej kiepskie recenzje (choć mi się bardzo podobał) to jednak łatwo się domyśleć, że owe filmy prezentują niewysoki poziom. Tak czy siak z powyższych pozycji wybieram „Dead in Tombstone”.

        Film „Dead in Tombstone” (nie znam polskiego tłumaczenia, o ile w ogóle takie jest) ujrzał światło dzienne w 2013r, a jego reżyserem jest Roel Reine, czyli twórca raczej filmów klasy B i sequeli. Dlaczego tak się czepiam tej klasy B? Bo mam zamiar poświęcić przynajmniej jeden akapit aktorom i właśnie tam nawiążę do tej tematyki. Od razu podkreślę, że pomysł na film był naprawdę dobry, zabrakło trochę jakości w wykonaniu i zawiłości w scenariuszu.

        „Dead in Tombstone” arcydziełem na pewno nie jest. Zdjęcia są takie trochę bez rozmachu i widać, że film miał niski budżet, a szkoda, bo przy większym nakładzie mogło być naprawdę dobrze. Ponoć kręcono go we wschodniej Europie, co od razu nasuwa mi na myśl ostatnie produkcje filmowe ze Stevenem Segalem. Film jest niestety przewidywalny, a głównym wątkiem jest zemsta – czyli temat dziewięćdziesięciu procent Westernów. Jednak oprócz minusów są też plusy. Obsada jest całkiem niezła i dobrze pasuje do Westernu. Mickey Rourke jako Lucyfer jest dobry, Dany Trejo jako Guerrero jest dobry (takie nowe wcielenie Maczety). W dodatku propozycja, którą Guerrero składa Lucyferowi to ciekawy pomysł. Piękna Dina Meyer w roli żony zastrzelonego szeryfa spisuje się równie dobrze. Niezły jest też klimat filmu – mroczny, brutalny Dziki Zachód, przesączony agresją, bezprawiem i żądzą zysku. Jest to wspaniały plac zabaw dla Szatana, więc pomysł zaliczam do „piekielnie” udanych. Przewidywalność i niski nakład ciągną wszystko w dół, ale nie jest beznadziejnie. Przynajmniej, w przeciwieństwie do „Gallowwalkers”, wiadomo o co chodzi, a każdy z aktorów wiarygodnie odzwierciedla postać z pogranicza. Miłośnicy brutalnej walki, strzelanin i saloonów wypełnionych pijanymi zakapiorami i biegającymi nago dziwkami nie będą zawiedzeni.

        Nie wiem natomiast co powiedzie o tytułowym Tombstone, bo nie wiem, czy chodziło o to słynne (lub też niesławne, jak kto woli) Tombstone czy nie. Chyba jest to po prostu nawiązanie do tego, słynącego ze złóż srebra, miasteczka w Arizonie, które swego czasu było areną pojedynku między bandą Clantonów, a wspieraną Doc’iem Hollyday’em rodziną Earpów. Tutaj zamiast srebra mamy żyłę złota, na którą, ku swemu nieszczęściu, trafiają mieszkańcy miasta. No a wiadomo, tam gdzie złoto, tam też i wielu chętnych aby je przejąć.

        Teraz trochę o aktorach, a w sumie to o Dannym Trejo. Jest to aktor, który zasłynął z epizodycznych ról u Rodrigueza (szczególnie udany był „Desperado”). Facet zwykle był uzbrojony w broń białą, nic nie mówił tylko lał po gębie i podrzynał gardła, czym wyrobił sobie miano postaci kultowej. „Maczeta” stanowiła niejako zwieńczenie tej „Rodriguezowej” kariery Dannego – dostał w końcu rolę pierwszoplanową, z której wywiązał się dobrze, parodiując bohaterów kina grindhousowego. Problem polega na tym, że Trejo dzięki „Maczecie” wyrobił sobie opinię aktora, który w takim właśnie grindhousie jest w stanie się sprawdzić i niestety wydaje mi się, że niektórzy twórcy potraktowali to poważnie. Boję się, że teraz ten „sympatyczny” aktor stoczy się grając role pierwszoplanowe i całą swą kultowość rozmieni na drobne (podobnie jak np. dzieje się teraz z Segalem czy Kilmerem).

        Co by się nie pojawiło na westernowym horyzoncie, ja zapewne to obejrzę, a w szczególności jeśli będzie to Steam Punk, Weird West lub inne S-F, bo choć nie uznaję tego za „prawdziwy” Western, to jednak bardzo lubię. Ale ciągle czekam, czekam na opus magnum tego gatunku, bo takiego jeszcze nie było. Na pierwszym miejscu póki co jest „Powrót Do Przyszłości 3”, za którym gdzieś daleko plasują się „Wild Wild West” i „Kowboje i Obcy”. A „Dead in Tombston” jednak mocno różni się od wyżej wymienionych produkcji i bardziej klasyfikuje się do „filmów z Dannym Trejo” :).



Inne
, , , , ,

Zobacz więcej...


  • RSS