{ksywa}.blog

Wpisy z tagiem: dustin hoffman

Mały Wielki Człowiek

2 maja 2014 o 11:23 :: komentarze

         W końcu chwila oddechu, szansa żeby usiąść i coś napisać, choć osobiście uważam, że to nie chwila wolnego czasu powinna generować pisanie, a inspiracja pisarska chwilę wolnego czasu. Tak czy siak w tych chorych czasach hobby to przywilej szczęściarzy…

         „Nazywam się Jack Crabb i jestem jedynym białym, który przeżył bitwę nad Little Bighorn, znaną jako ostatni opór Custera.”

        Gdy na początku filmu te słowa padają z ust studwudziestojednoletniego starca, widz może być pewny, że obejrzy dzieło inne, ukazujące historię i obyczaje Dzikiego Zachodu w świetlne odmiennym niż dotychczas. Polemizujące i rewolucyjne. I rzeczywiście, „Mały Wielki Człowiek” to film niezwykły pod każdym względem – jedyny w swoim rodzaju. A zawarta w nim historia to wzruszająca opowieść o człowieku, który żył w czasach George’a Custera i choć był biały, do końca pozostał „Ludzką istotą”.

        „Mały Wielki Człowiek” powstał w roku 1970, a jego reżyserem jest Arthur Penn, znany z wielu ciekawych produkcji. Zarówno Westernów jak choćby „Gwiazda szczęścia Billy Kida” czy „Przełomy Missouri”, ale i innych kultowych pozycji, jak np.: „Bonnie i Clyde”. Film opowiada dzieje białego chłopca, Jacka Crabba, który wraz z siostrą zostaje schwytany i wychowany przez Czejenów. Ale bądźmy ze sobą szczerzy – to blog o polemice westernowej, a ja zbyt dużo o tym filmie mam do napisania, więc zerwę nieco z własnym szablonem i póki co wrzucę na bloga pierwszą z dwóch lub może nawet trzech notek o tym filmie (o ile kiedyś jeszcze będzie mi się chciało wracać do tego tytułu), po prostu zacznę od głównych przemyśleń, które nasunęły mi się podczas wielokrotnego oglądania tego filmu:

 

 StareSkory

KWESTIA INDIAN:

        Chyba najważniejsza rzecz, na jaką Penn położył nacisk, to Indianie i sposób ich postrzegania przez białych ludzi. Dekady kształtowania świadomości widzów przez Klasyczne Westerny, sprawiły, że na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, czyli w epoce buntu i rewolucji seksualnej, aż prosiło się o przewrót. Nie można było przerysować kłopotliwych tematów lepiej niż zrobił to właśnie Penn w MWC:

- Prowokacyjne są już nawet same imiona Indian: „Stare Skóry z Wigwamu”, „Spalony słońcem”, „Tarzający się bawół” – to przykłady aż nadto perfidnie parodiujące klimat indiańskich przydomków.

- Temat nr jeden ówczesnej popkultury, czyli temat buntu, pokazany jest za pomocą przerysowanych zachowań Indian: np. uratowanie życia jest największą zniewagą. Wojnę z białymi prowadzi się, uderzając ich patykami, zamiast zabijać. Są śmieszne sceny z Młodym Niedźwiedziem, który jeździ i robi wszystko na opak, by w ten sposób pokazać właśnie bunt…

- Rewolucja seksualna i coraz śmielsze pojawianie się na ekranie wątków homoseksualnych nie umknęło uwagi reżysera, który za pomocą postaci Małego Konia – Indianina geja – dał do zrozumienia widzom, że i wśród rdzennych mieszkańców Ameryki byli homoseksualiści. Niby jest to oczywiste, ale cały wytrych polega na tym, że autor pokazuje poprzez Indian typowe przykłady młodych amerykanów, którzy, owszem, też są zbuntowani czy homoseksualni, z tym że u Indian nie ma homofobii, każdego się akceptuje, a sam Mały Koń jest swego rodzaju poważanym odmieńcem.

- Postacią symboliczną jest Stare Skóry z Wigwamu (genialny Chief Dan George), który zostaje dziadkiem Jacka i posługuje się charakterystycznym językiem. Np. na pytanie, dlaczego biali wymordowali kobiety i dzieci odpowiada „Bo są dziwni, nie wiedzą, gdzie jest środek Ziemi”. Wypowiada wiele charakterystycznych sekwencji jak np. za każdym razem, gdy widzi wnuka: „Moje serce wzbija się do góry jak jastrząb”. Albo, zagadnięty o odwadze Generała Custera pyta: co znaczy jego imię? Jack odpowiada: „Długie włosy”. Dziadek na to: „Jak zdobył to imię?” Jack: „W wojnie białych, by uwolnić czarnych ludzi”. Dziadek: „A, tak. Czarnych białych ludzi. Znam ich.”

- Reżyser z pełną ironią polemizuje na temat eksterminacji Indian. To, że Amerykanie wymordowali rdzennych mieszkańców wie każdy, ale w Westernach różnie z tym bywało. Np. nieśmiałą próbę odbrązowienia swoich dzieł podjął (o czym kiedyś pisałem) Ford i w „Poszukiwaczach” umieścił słynną scenę z jadącą w rytm trąbki kawalerią, po której widzimy zmasakrowany obóz Indian. W „Jesieni Czejenów” była cała epopeja indiańskich cierpień, ze słynnymi scenami głodowania, w przykrej scenerii. U Penna eksterminacja odbywa się wręcz w sielskiej atmosferze, w rytm wesołych, skocznych melodii granych przez trębaczy. To naprawdę wstrząsające, jeśli spojrzy się na to w odpowiedni sposób.

- Symboliczne jest też to, że Czejeni nazywają siebie „Ludzkimi istotami” (znów, podobnie jak przy „Tańczącym z Wilkami” mam skojarzenia z „Awatarem” Camerona O.o).

 

 Custer2

KWESTIE HISTORYCZNE I INNE:

- George Custer pokazany jest jako kompletny głupiec, którego rozkazy zaprzeczają zdrowemu rozsądkowi i wojennemu rzemiosłu. Świetnym przykładem jest scena, w której Custer jest tak zadufany w sobie, że postanawia nie powiesić Jacka, bo: „nie jest to warte zmiany decyzji Custera”. Gdy Jack jawnie, ironicznie kłamie na temat liczby Indian, Custer stwierdza, że to podstęp, a zarazem prawda – podejmuje tym samym katastrofalną decyzję o ataku nad Little Bighorn. Apropos, czy Custer nie jest przypadkiem błędnie nazywany generałem? Wydaje mi się, że był on podpułkownikiem armii regularnej, podkomendnym Generała Philipa Sheridana. Generałem był tylko podczas Wojny Domowej, dowodząc ochotnikami.

- Jack podczas swej wędrówki spotyka wiele historycznych postaci: Dzikiego Billa Hickoka, spędzającego czas w saloonach, oczekując śmierci z rąk jakiegoś narwanego rewolwerowca; polującego na bizony Buffalo Billa; wspomnianego wcześniej Georga Custera itp.

- Jack jest świadkiem dwóch b. ważnych historycznych bitew: Masakry nad Washita River (masakra Indian przy zakolu rzeki, która jest dopływem słynnej Red River) i masakry nad Little Bighorn (masakra białych). W obu tych bitwach dowodził Custer. I tutaj muszę zwrócić uwagę na kulminacyjną bitwę, która moim zdaniem zrobiona jest naprawdę z wielkim rozmachem. Po tylu latach od wyprodukowania filmu, wciąż robi wrażenie.

 

 Jack

JACK CRABB

        O postaci samego Jacka Crabba to chyba mógłbym napisać książkę, tak bardzo nasączony jest on symboliką. Bierze udział w tak wielu istotnych z polemicznego punktu widzenia przedsięwzięciach, działaniach i scenach, że nie sposób tego wszystkiego wypisać. Za każdym razem, gdy oglądam MWC wyłapuję coś nowego, jakiś kolejny genialny wątek lub nawiązanie. Trzeba przyznać, że Dustin Hoffman wywiązał się z powierzonej roli wyśmienicie. Jego podwójne życie, z jednej strony wśród Indian, z drugiej – pośród ludzi, to klasyczny przykład amerykańskich outsiderów, którzy ciągle szukają swojego miejsca na ziemi, nie mogąc, z powodu przynależności rasowej, religijnej czy kulturowej, w pełni utożsamić się ze społecznościami, pośród których żyją. Jack Crabb w scenach, gdy pobiera nauki, zakochuje się, żeni, walczy itp, to wielki zbiór rozterek i problemów młodego Amerykanina przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – jakże zgrabnie przeniesiony do świata Dzikiego Zachodu. W ogóle ten system okresów z życia Jacka: próby uczłowieczenia go przez otaczające środowiska, jego powroty do Indian, okres pijaństwa, okres bycia komiwojażerem, okres stabilizacji małżeńskiej, okres pustelnictwa! Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł, ale niewątpliwie był geniuszem, bo stworzył jednego z najbardziej „ludzkich” bohaterów w historii Westernu. Jack Crabb to taki trochę Forest Gump Dzikiego Zachodu ;).

 

MIKS GORZKIEJ IRONII Z PRZERYSOWANĄ PRAWDĄ.

        Styl filmu opiera się w dużej mierze na poczuciu humoru i zabawnych, przerysowanych bohaterach. Ale tutaj nic do końca nie jest w pełni śmieszne. Z drugiej strony jest to wzruszający dramat, który opisuje brzemienne dla obu narodów dzieje, choć znów do końca nie jest to w pełni tragiczne. Niesprawiedliwością byłoby nazwać ten film komedią, ale i trudno go określić mianem typowego dramatu. I właśnie to wymieszanie komedii z tragedią i ciągłe lawirowanie na ich granicy tworzy unikatowy, niepowtarzalny klimat i styl. Ja chcę takich filmów więcej.

         To wszystko, to oczywiście ułamek tego, co można o filmie napisać. Jak choćby o wielu postaciach drugo- i dalszoplanowych. Zresztą tu nie ma pustych postaci, pustych scen i suchych dialogów. Tu wszystko coś symbolizuje. Z punku widzenia historii, obyczajowości, wojskowości, „westernowości” – są to arcyważne symbole. Scenariusz, reżyseria i aktorstwo w tym filmie to 10/10. Cała reszta na całkiem przyzwoitym poziomie. Na mapie westernowych punktów zwrotnych Mały Wielki Człowiek to jedna z najważniejszych pozycji. Jeśli ktoś jeszcze tego filmu nie widział (w co wątpię) radzę jak najszybciej to nadrobić. Do tematu zapewne wrócę, póki co oczywiście GORĄCO POLECAM!



Antywesterny
, , , , , , ,

Zobacz więcej...


  • RSS