{ksywa}.blog

Wpisy z tagiem: charles-bronson

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie

3 listopada 2010 o 20:49 :: komentarze

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie (Once upon a time in the West) to film, o którym mógłbym napisać książkę.  Jest to dzieło tak wielopłaszczyznowe i tak różnorodne pod względem konstrukcyjnym, aktorskim i znaczeniowym, że nie sposób właściwie ująć tego w jednej, krótkiej, blogowej notce.  Mimo wszystko postaram się to zrobić, opisując jedynie najistotniejsze wg mnie kwestie.

                Film ten został zrealizowany w roku 1968, przez Włoskiego reżysera Sergio Leone, który w tamtym okresie miał już na koncie wyborną trylogię Westernów z Clintem Eastwoodem w roli głównej, zwaną potocznie „Trylogią Dolara”.  „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” było niejako ukoronowaniem jego twórczości związanej z Westernem, wyrazem podziwu dla amerykańskich filmów o Dzikim Zachodzie i hołdem dla najwybitniejszych twórców tego gatunku.

                Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od postaci, bo chyba najważniejsze w tym filmie są pojawiające się postacie.  Ennio Morricone – autor muzyki do filmu – dla każdej z czterech głównych postaci skomponował oddzielny wątek muzyczny i gdy na ekranie pojawia się ktoś z nich, towarzyszy mu inna, charakterystyczna melodia.  Jest to wspaniały zabieg, który dodatkowo utwierdza widza w przekonaniu, że każda z postaci jest na swój sposób wyjątkowa, odmienna od reszty i reprezentująca własny system wartości.

-  Jill McBain (świetna Claudia Cardinale) – Młoda, piękna kobieta, która przybywa do miasteczka z Nowego Orleanu, gdzie jakiś czas wcześniej poślubiła Brett’a McBaina.  O mężu wie niewiele, jedynie to, że jest dosyć majętny i posiada trójkę dzieci z poprzedniego związku, ma sporo ziemi oraz pewne plany na przyszłość.  Jill to kobieta z krwi i kości – piękna i powabna, lecz kiedy trzeba silna i odważna.  Jak każda z głównych postaci filmu ma nieciekawą i niejasną przeszłość (była prostytutką), o której pragnie jak najszybciej zapomnieć.

-  Frank (wybitna rola – jeśli nie najlepsza – Henry Fondy) – Najemnik na usługach magnata kolejowego, niejakiego Mortona (Gabriele Ferzetti).  Płatny morderca, wręcz psychopata, który z zimną krwią morduje nawet dzieci.  Fenomen Fondy polega na tym, że grywał on zwykle praworządnych, nieskazitelnych mężczyzn (Młody Pan Lincoln, Dwunastu gniewnych ludzi) i przyzwyczaił do tego amerykańską publiczność.  Ponoć, w czasie premiery filmu, gdy w trakcie pamiętnej sceny wymordowania rodziny Brett’a McBaina, okazuje się, że mordercą jest Fonda – publiczność z niedowierzaniem krzyczała w kinach: „Jesus Maria, To nasz Henry??”.  Tak czy inaczej, Frank to człowiek bez skrupułów, zimny, twardy drań, którego nie sposób polubić.  Jego jedynym celem jest zdobycie fortuny i władzy.

-  Cheyenne (jak zwykle trzymający poziom Jason Robards) – miejscowy bandyta poszukiwany listem gończym.  Jest to jednak rozbójnik romantyczny, szlachetny, o dobrym sercu – przeciwieństwo Franka.  Początkowo wściekły, że ktoś się pod niego próbuje podszyć, ostatecznie pomaga Harmonijce w walce z ludźmi Franka.

-  Harmonijka (świetnie pasujący do tej roli Charles Bronson)  -  Bohater reprezentujący absolutnie klasyczne Westernowe wartości.  Samotny jeździec, który przybył znikąd (nawiązanie do filmów takich jak Shane).  Jego przeszłość jest pochmurna, wielokrotne retrospekcje uświadamiają widza, że poszukuje mordercy swojego brata – czyli Franka.  Ciąży na nim dług przeklęty, który stara się spłacić pomagając miejscowym w walce z bezwzględnym magnatem kolejowym i armią płatnych zabójców na jego usługach.  Wybitnie szybki rewolwerowiec, który w kulminacyjnej scenie filmu (Leone i Morricone przeszli tam samych siebie) pokona Franka.

                Kolejną rzeczą, o której należy napisać są nawiązania do klasyki.  Otóż Leone kręcił większość filmu w Hiszpanii i we Włoszech, gdzie odpowiednia szata roślinna i jałowe tereny półpustynne w sporym stopniu przypominają te z „Amerykańśkiego Pogranicza”.  Jednak jego fascynacja obrazami Forda była tak ogromna, że specjalnie, wraz z całą ekipą, przenieśli się do Monument Valley w Arizonie, aby nakręcić jedną zaledwie scenę – scenę, w której Jill jedzie wozem na farmę McBaina.  Jest to oczywiście hołd dla Johna Forda i filmów takich jak Poszukiwacze, gdzie Monument Valley (obok Johna Wayna) gra główną rolę.  Dałbym głowę, że motyw jazdy wozem nawiązuje do końcowej sceny z „Jak zdobywano Dziki Zachód”, gdy Lilith Prescott podróżuje wraz z Zebem i jego rodziną pośród malowniczych skał MV.

                Woody Strode i Jack Elam byli w tamtych czasach aktorami z górnej półki.  Pojawiają się w pierwszej scenie filmu (towarzyszy im jeszcze jeden pan, którego nazwiska nie kojarzę) która ewidentnie nawiązuję do „W samo południe” Freda Zinnemana, gdzie trzech zbirów na stacji również oczekiwało przyjazdu pociągu (stacją zawiaduje nawet podobny co tam staruszek).  Każdy widz o zdrowych zmysłach sądzi, że to kluczowe postacie filmu, jednak, gdy z pociągu wysiada Harmonijka wywiązuje się strzelanina, w której owi panowie od razu giną – jest to swoista gra na nerwach widza, którą Leone opanował do perfekcji.

                Synek McBaina strzela do kaczek w charakterystyczny sposób (nawiązanie do synka Starretów w „Shane”).  Prace przy budowie koleii („Jak zdobywano Dziki Zachód” czy „Żelazny koń” Johna Forda).  Próba udaremnienia budowy stacji kolejowej McBaina (nawiązanie do „Johnny Guitar”)  Podczas finałowej strzelaniny wskazówka zegara wskazuje godzinę dwunastą („W samo południe”).  Sama postać Harmonijki to nawiązanie do wcześniejszych filmów Leone („Za garść dolarów”) które z kolei nawiązywały do klasyki Westernu.  Jest tego cała masa i jest to oczywiście świadome.

                Nie będę opisywał fabuły filmu, bo z notki zrobi się opowiadanie – powiem tylko, że jest naprawdę ciekawa.  Dodatkowymi atutami (oprócz pełnej palety nawiązań do klasyki) są: muzyka Morricone, która wspólnie z wyśmienitą pracą kamery nadaje niektórym scenom status „Tańca ze Śmiercią” (Dance Makabre).  Szczególnie sceny, gdzie pojawia się Harmonijka – mimo, iż nie ma w nich wielu dialogów – wprawiają w pewien trans za sprawą motywu melodyjnego (granego zwykle przez samego bohatera na harmonijce).

                Sumując – Sergio Leone wspina się na Mount Everest swoich możliwości i tworzy dzieło wielkie, ponadczasowe i inne niż wszystko, co zostało kiedykolwiek nakręcone.  Udowadnia też samym Amerykanom, że Westernu nie trzeba znać z autopsji żeby czuć i wiedzieć jak za jego pomocą odpowiednio nastroić widza.  Daje też sygnał innym twórcom, że Western nie umarł i nie odchodzi do lamusa – należy tylko spojrzeć na niego z nieco innej strony.  Jest to z pewnością jeden z najważniejszych Westernów w historii (nie uwzględniając podziału na klasykę i nie klasykę) i w ogóle jeden z najlepszych filmów… POLECAM!!



Spaghetti Westerny, Westerny Przejściowe
, , , ,

Zobacz więcej...


  • RSS