{ksywa}.blog

Dead in Tombstone

2 października 2013 ", ", 22 komentarzy

         Widać w ostatnich czasach tendencję do wycieczek w stronę Weird Westu. Czyżby pomysły na standardowe Westerny powoli się wyczerpywały i twórcy postanowili skorzystać z uroków tej, mało jeszcze wyeksploatowanej, niszy? Trudno powiedzieć. Faktem jest natomiast, że samo wplatanie w scenerię Dzikiego Zachodu sił nieczystych czy niezwykłych technologi to za mało żeby film był doby i się podobał. Potrzebne jest jeszcze solidne wykonanie, a tego niestety zwykle brakuje. Ostatnio obejrzałem dwa filmy o tej tematyce, a mianowicie: „Gallowwalkers” i „Dead in Tombstone” i żaden z nich nie może się równać z „Jonah Hex”. A ponieważ Hex zbierał wszem i wobec raczej kiepskie recenzje (choć mi się bardzo podobał) to jednak łatwo się domyśleć, że owe filmy prezentują niewysoki poziom. Tak czy siak z powyższych pozycji wybieram „Dead in Tombstone”.

        Film „Dead in Tombstone” (nie znam polskiego tłumaczenia, o ile w ogóle takie jest) ujrzał światło dzienne w 2013r, a jego reżyserem jest Roel Reine, czyli twórca raczej filmów klasy B i sequeli. Dlaczego tak się czepiam tej klasy B? Bo mam zamiar poświęcić przynajmniej jeden akapit aktorom i właśnie tam nawiążę do tej tematyki. Od razu podkreślę, że pomysł na film był naprawdę dobry, zabrakło trochę jakości w wykonaniu i zawiłości w scenariuszu.

        „Dead in Tombstone” arcydziełem na pewno nie jest. Zdjęcia są takie trochę bez rozmachu i widać, że film miał niski budżet, a szkoda, bo przy większym nakładzie mogło być naprawdę dobrze. Ponoć kręcono go we wschodniej Europie, co od razu nasuwa mi na myśl ostatnie produkcje filmowe ze Stevenem Segalem. Film jest niestety przewidywalny, a głównym wątkiem jest zemsta – czyli temat dziewięćdziesięciu procent Westernów. Jednak oprócz minusów są też plusy. Obsada jest całkiem niezła i dobrze pasuje do Westernu. Mickey Rourke jako Lucyfer jest dobry, Dany Trejo jako Guerrero jest dobry (takie nowe wcielenie Maczety). W dodatku propozycja, którą Guerrero składa Lucyferowi to ciekawy pomysł. Piękna Dina Meyer w roli żony zastrzelonego szeryfa spisuje się równie dobrze. Niezły jest też klimat filmu – mroczny, brutalny Dziki Zachód, przesączony agresją, bezprawiem i żądzą zysku. Jest to wspaniały plac zabaw dla Szatana, więc pomysł zaliczam do „piekielnie” udanych. Przewidywalność i niski nakład ciągną wszystko w dół, ale nie jest beznadziejnie. Przynajmniej, w przeciwieństwie do „Gallowwalkers”, wiadomo o co chodzi, a każdy z aktorów wiarygodnie odzwierciedla postać z pogranicza. Miłośnicy brutalnej walki, strzelanin i saloonów wypełnionych pijanymi zakapiorami i biegającymi nago dziwkami nie będą zawiedzeni.

        Nie wiem natomiast co powiedzie o tytułowym Tombstone, bo nie wiem, czy chodziło o to słynne (lub też niesławne, jak kto woli) Tombstone czy nie. Chyba jest to po prostu nawiązanie do tego, słynącego ze złóż srebra, miasteczka w Arizonie, które swego czasu było areną pojedynku między bandą Clantonów, a wspieraną Doc’iem Hollyday’em rodziną Earpów. Tutaj zamiast srebra mamy żyłę złota, na którą, ku swemu nieszczęściu, trafiają mieszkańcy miasta. No a wiadomo, tam gdzie złoto, tam też i wielu chętnych aby je przejąć.

        Teraz trochę o aktorach, a w sumie to o Dannym Trejo. Jest to aktor, który zasłynął z epizodycznych ról u Rodrigueza (szczególnie udany był „Desperado”). Facet zwykle był uzbrojony w broń białą, nic nie mówił tylko lał po gębie i podrzynał gardła, czym wyrobił sobie miano postaci kultowej. „Maczeta” stanowiła niejako zwieńczenie tej „Rodriguezowej” kariery Dannego – dostał w końcu rolę pierwszoplanową, z której wywiązał się dobrze, parodiując bohaterów kina grindhousowego. Problem polega na tym, że Trejo dzięki „Maczecie” wyrobił sobie opinię aktora, który w takim właśnie grindhousie jest w stanie się sprawdzić i niestety wydaje mi się, że niektórzy twórcy potraktowali to poważnie. Boję się, że teraz ten „sympatyczny” aktor stoczy się grając role pierwszoplanowe i całą swą kultowość rozmieni na drobne (podobnie jak np. dzieje się teraz z Segalem czy Kilmerem).

        Co by się nie pojawiło na westernowym horyzoncie, ja zapewne to obejrzę, a w szczególności jeśli będzie to Steam Punk, Weird West lub inne S-F, bo choć nie uznaję tego za „prawdziwy” Western, to jednak bardzo lubię. Ale ciągle czekam, czekam na opus magnum tego gatunku, bo takiego jeszcze nie było. Na pierwszym miejscu póki co jest „Powrót Do Przyszłości 3”, za którym gdzieś daleko plasują się „Wild Wild West” i „Kowboje i Obcy”. A „Dead in Tombston” jednak mocno różni się od wyżej wymienionych produkcji i bardziej klasyfikuje się do „filmów z Dannym Trejo” :).


Inne

, , , , ,

  • Napisane przez ~Mariusz w dniu 3 października 2013. Odpowiedz

    Zaskakujące, że po tak długiej wakacyjnej przerwie powracasz z jakimś B-klasowym quasiwesternem direct-to-video. No ale dzięki temu dowiedziałem się o istnieniu tego dzieła, w którym grają Mickey Rourke, Danny Trejo i Dina Meyer. Nadal nie widziałem „Jonah Hexa” i „Kowbojów i obcych”, bo nie przepadam za takimi mieszankami, ale przyznaję że „Powrót do przyszłości 3″ to genialne połączenie westernu, science fiction, akcji i komedii. Drugiego takiego filmu na pewno szybko się nie znajdzie.
    Mickey Rourke jako Lucyfer? Z pewnością musiał wypaść genialnie, bo pasuje do takiej roli ;) Czyżby pozazdrościł swojemu ekranowemu partnerowi z „Harry’ego Angela”, Robertowi De Niro, który zagrał Lucyfera w tym właśnie filmie?

    • Napisane przez ~Westerny w dniu 3 października 2013. Odpowiedz

      A napisałem o „Dead in Tombstone”, bo mimo iż jest to mało ambitny film, to jednak nie bardzo jest się do czego przyczepić i ogląda się nieźle. Scenografia jest świetna, klimat super, aktorzy dobrani bardzo dobrze. Mickey Rourke wypada świetnie w roli Lucka, Dina Meyer jest ozdobą parszywej dziury, w której toczy się akcja, a Dany Trejo robi swoje – czyli morduje wszystkich wokół. Nie ma tutaj zbytniej przesady, niepotrzebnych scen i głupich postaci. To kawał zacnego grindhousu i myślę, że Wam chłopaki się spodoba.

  • Napisane przez ~Fraa w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

    O, a z tym tytułem jeszcze się nie zaprzyjaźniłam – z całą pewnością to nadrobię. :) W przeciwieństwie do niektórych, ja uwielbiam kino klasy B. :D No dobrze, „uwielbiam” to za duże słowo i ogólnie mam świadomość słabości takich produkcji, niemniej jeśli człowiek się na tym zwyczajnie dobrze bawi, to czemu nie? :) „Gallowwalkers”, niestety, było sklecone bez ładu i składu, nudne i człowiek nie miał pojęcia, o co w ogóle, chodzi, a szkoda, bo gdzieś tam widziałam potencjał na coś nawet spoko.

    No i ja bardzo lubię Trejo – nie wróżę mu co prawda jakiejś super kariery aktorskiej, z taką fizjonomią chyba tylko takie właśnie „maczetowe” role są mu pisane, ale zobaczymy. :) Btw., „Maczeta” to wielce zacny film. :D

    A Weird West to jest w ogóle idea łącząca w sobie chyba wszystko to, co wielbię, więc „Dead in Tombstone” ma u mnie siłą rzeczy kredyt zaufania. Choć, niestety, póki co częściej mnie filmy w tym klimacie rozczarowywały („Gallowwalkers”, „Jonah Hex” – tak, nie podobał mi się ;), „Kowboje i obcy”…) niż zachwycały (był jeden taki – „Powrót do przyszłości 3″ :P ), ale wciąż mam nadzieję. :)

    Dzięki w każdym razie za pomysł na najbliższy filmowy wieczór. :)

    • Napisane przez ~Westerny w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

      Ja wiem, Fraa, że Ty masz awangardowy gust i Tobie rzeczywiści się może „DiT” spodobać :). Zresztą jeśli ktoś lubi kino grindhousowe, „Maczetę” i w ogóle Dannego Trejo, to trudno żeby był zawiedziony :).
      Pozdrawiam.

  • Napisane przez ~Simply w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

    Może ,,Martwy w Tombstone” ( jak ,,Nawrócony w Jaffie” ) ? :D
    Nie widziałem ani tego, ani ‚Gallowswalkers’, a do Weird Westu zaczynam miec coraz gorsze nastawienie. Masz niezbitą rację : nie powstał jeszcze w tej konwencji film zdolny czymkolwiek zaintrygowac . Dominuje kiepska cyfra, bezstylowośc, idiotyczny montaż, gówniane fabuły i CGI krew, na widok której ma się ochotę utoczyc prawdziwej. Ja przepadam za B klasowymi produkcjami, ale coś, to wolę sto razy jakąś starą rzecz obrejrzec, niż testowac to aktualne badziewie.
    Ale dla takich tanich filmików można miec i tak większą tolerancję – najgorsze ciulstwo to są dla mnie te blockbustery typu ‚ Jonah Hex’ ‚ czy ‚ Cowboys & Aliens’ , po których tylko zachodzisz w głowę na co własciwie poszły te setki baniek? Osobiście dziwię Ci się w kwestii ‚ Jonah Hexa’, bo sam, gdybym był fanem steampunka, to bym się poczuł podwojnie zawiedziony, że mi takiego cyganionego śmiecia wcisnęli ( bo to jest paw i jako western i jako steam )
    Tylko dwa westernowe crossovwery (tu akurat mixy z horrorem ) z ostatnich kilkunastu lat mnie zachwyciły – ‚ Ravenous’ z 1999, i trochę mniej ‚Burrowers’ 2006. ‚ Zakopywacze’ kosztowali tylko 7mln $, ale na prawdę widac, ze tej kaski nie zmarnowano chuj wie na co.
    Tak, w tym dziesięcioleciu western umiera póki co, bo dotychczasowe weirdy i steamy to go tylko dobijają zamiast reanimowac.
    Co do Danny’ego Trejo, to też prawda. Lubię chłopa bardzo ( można go nie lubic ? ) , ale to jest fejsiarz-epizodysta, a nie aktor . On ma za cienki warsztat , żeby główne role ciągnąc. Niech dalej obstawia drugi plan,tu zawsze będzie wielki. Zresztą chyba nie ma o to obawy, w pierwszoplanowych rolach to chyba tylko Rodriguez chce go obsadazc.

    • Napisane przez ~Westerny w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

      Simply, co do „Jonah Hex”, to nie zrozumcie mnie źle. Ja zdaję sobie sprawę, że to gówniany film, który trąca pseudo rozmachem i silikonowymi cyckami, ale czym, do jasnej ciasnej, jako fan steampunku, mam się jarać??? Skoro nikt nie umie zrobić dobrego filmu w tym klimacie. Nawet powieści steampunkowe ostatnio są jakieś mało steampunkowe (vide „Dworzec Perdido”). Tak więc jaram się tym, co jest :).
      Co do Dannego Trejo, to dopóki facet się nie odzywał i tylko chlastał Meksykańców nożami, był boski. Gdy zaczął sypać onelinerami w stylu „Maczeta nie esemesuje” – jeszcze można się było pośmiać. Ale niedługo Ci imbecyle zaczną obsadzać go w melodramatach i każą recytować wersety z Margaret Mitchell – a wtedy nie będzie już nikomu do śmiechu ;).

      • Napisane przez ~Fraa w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

        Grał Schwarzenegger czy Stallone w komediach, może grać i Trejo, ogólnie nic mnie nie zdziwi. xD No ale jednak nie da się ukryć, że facet jest predestynowany do bardzo konkretnego typu ról. ;)

        Z tym Hexem to żeby nie było nieporozumień: ja nie mówię, że jest zły, bo słabe efekty albo zbyt prosta fabuła albo bogowie wiedzą co jeszcze. Pod tym względem w sumie nie miałam zastrzeżeń, przecież włączając film wiedziałam, z czym się liczyć. To, co mnie tam rozczarowało, to jakieś takie… Mam wrażenie, że zbytnie ugłaskanie postaci. Trochę wykastrowanie w porównaniu z komiksem – a komiks, tak w ogóle, bardzo polecam. :) Prawdę mówiąc to raczej western niż weird, ale postacie po prostu mają jaja, których brakowało w filmie. :)

        I zupełnie, zupełnie nie zgodzę się, że western umiera. Owszem, weird słabo sobie radzi póki co, przynajmniej nie mogę sobie przypomnieć niczego wybitnego (może jakby w settingu Deadlands coś nakręcili…?^^), ale jeśli chodzi o sam western, to nadzieja we mnie nie umiera. ;) „Deadwood” (jestem fanatyczką), „True Grit” (tak, wiem, że remake – ale dobry remake to też nie taka łatwa sprawa, co w westernie też parę razy można było zaobserwować), a choćby i „Hell on Wheels” (nie jest to wybitny serial, ale przyjemny i ma lepsze momenty). Nie jest tak źle. Och, że nie wspomnę o – świetnym, moim zdaniem – „Django Unchained”. :) Ważne, że twórcy w ogóle próbują coś z tym gatunkiem robić. Jasne, są próby nieudane, ale jeśli na dziesięć nieudanych będzie choć jeden sukces, to warto. :) O westernach Leone też na początku mówili, że będą gówniane. :D

        • Napisane przez ~Westerny w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

          Moja droga, ale kto powiedział, że Western umiera? Ja tylko napisałem, że się panom reżyserom chyba pomysły kończą, że tak brną w Weird. Rzekłbym nawet, że Western ostatnio, podobnie jak na przełomie 80′ i 90′, przeżywa pewien renesans. Tylko na pewno nie jest to florencki renesans, a raczej krakowski…

          • Napisane przez ~Fraa w dniu 4 października 2013.

            Simply napisał, że western umiera. ;) Przepraszam, nie chciało mi się pisać dla każdego oddzielnej odpowiedzi. :) Ja się skłaniam właśnie ku zdaniu, że przeżywa renesans.

  • Napisane przez ~Simply w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

    Faktycznie przykra sprawa , chyba Ci tylko stary Jules Verne pozostaje i filmy typu ‚ 20 000 Mil Podmorskiej Żeglugi’ z Kirkiem Douglasem.
    Ja mam trochę inaczej, jak lubię jakiś gatunek, ale w danym momencie serwują mi w tej materii wyłącznie nieoglądalny syf – kontestuję to na całej linii i albo buszuję po starociach i szukam nieznanych perełek w śmietniku, albo daje sobie w ogóle spokój. Tak to bym się tylko niepotrzebnie wkurwiał i nic poza tym.
    Tak było w zeszłym roku z horrorem – nędza totalna i wtórnośc bez dna Jedynie ‚Cabin in the Woods’ – co znamienne, film o zacięciu pastiszowym, też grający na sprawdzonych rozwiązaniach – potrafił zaskoczyc jakimś powiewem świeżości.
    A w bieżącym wyrażna poprawa i prawdziwe zróżnicowanie ; był przyzwoity mainstream – ‚Conjuring’ , oryginalny ‚film w filmie’ – ‚Berberian Sound Studio’, świeża i pomysłowa rzecz z wampirami – ‚ Byzantium’ , porąbane, a inteligentne mockumentary ‚ V/H/S 2′ i piękne kino atmosfery – ‚ Lords of Salem’.
    A jeszcze poetyckie giallo w drodze – ‚ Strange Colour of Your Body’s Tears’.
    Może i steam się w końcu obudzi, ale to musiałby się za to wziąc jakiś reżyser z prawdziwego zdarzenia, z wyobrażnią, a nie jacyś geszefciarze-poidwykonawcy, jak do tej pory.

    • Napisane przez ~Westerny w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

      Ja z kolei mam straszne zaległości w horrorach ostatnio. Ale oglądałem niedawno fajny film grozy pt. „Noc oczyszczenia” („The Purge”) z 2013r i mi się bardzo podobał. Raz do roku ludzie wychodzą na ulicę i legalnie się mordują – bomba pomysł. Bardzo oryginalny był też „World War Z”… Żarcik ;).

  • Napisane przez ~Simply w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

    @ Fraa
    Jasne, nadzieja musi byc zawsze. W tej chwili western bez porównania ma się lepiej w TV, niż w kinie – ‚Hell on Wheels’ nie widziałem, ale np. ‚ Hatfields & McCoys’, to jest mistrzostwo klasy ‚ Deadwood’. Oby tak dalej.
    O gównianości westernów Leone pisali krytycy, podobnie, jak o pierwszym Bondzie. A publicznośc waliła drzwiami i oknami.

  • Napisane przez ~Fraa w dniu 4 października 2013. Odpowiedz

    Obejrzałam! :D

    O rety, to jest o kilka klas lepsze od „Gallowwalkers”! Znaczy ej: są wybuchy, sporo strzelania, bohaterowie, do których można się jakkolwiek emocjonalnie ustosunkować, niesamowity klimacik, całkiem fajna muzyka… W sumie od filmu tego typu naprawdę nie oczekuję wiele więcej. :)

    DALEJ BĘDĄ SPOILERY!

    Moje główne zastrzeżenie dotyczy samego zamysłu. To znaczy: po co Lucek umawiał się z Trejo tak w ogóle? Co to za układ, że dusza Trejo za duszę tamtych sześciu? Przecież tamci kolesie za ileśtam lat i tak by zeszli, taka już ludzka dola – a jak już by zeszli, to bez wątpliwości trafiliby do Lucka. Gdzie jemu się tak spieszy, że aż mu zależy, żeby ktoś tych złych wyłapywał dla niego? o.O Taki głodny? :P

    I nie ukrywam, że troszkę, troszeczkę tak, zdrzaźniło mnie jednak to okropecznie poważne podejście do tematu. Nie zauważyłam tam w sumie ani trochę dystansu do tematu. A Trejo bez dystansu trochę traci. Toż nawet „Desperado” był bardziej z jajem. :) No ale trudno.

    Tak czy owak, z seansu jestem zadowolona. Za podsunięcie tytułu – dziękuję. :)

    • Napisane przez ~Westerny w dniu 5 października 2013. Odpowiedz

      No to mówiłem, że lepsze od „Gallowwalkers”.
      Jeśli chodzi o Lucjana, to mi się wydaje, że on to robił bardziej dla rozrywki, niż dla dusz. Z nudów. Zauważ, że on się pojawiał na ziemi – i zawsze, albo z panienkami w burdelu, albo przy jakiś strzelaninach.
      Natomiast dokładnie o to mi chodziło z Dannym Trejo. Zagrał bardzo poważną rolę. W momencie kłótni braci, jak Red mu strzelił w serce, myślałem, że się popłaczę ;)
      Cieszę się, że Ci się film podobał.

  • Napisane przez ~Mariusz w dniu 15 października 2013. Odpowiedz

    W ostatni weekend można było obejrzeć w TV „Godzinę ognia” Johna Sturgesa. Jest to kontynuacja „Pojedynku w Corralu O.K.” tego samego reżysera, tym razem w rolach Wyatta i Doca wystąpili James Garner i Jason Robards. Niestety, całkowicie rozczarował mnie ten film i już raczej do niego nie wrócę. Bracia Wyatta, Virgil i Morgan, zostają postrzeleni, jeden z nich umiera i Wyatt rozpoczyna pościg za przestępcami. Pościg nudny jak flaki z olejem. Jedyny plus – muzyka Jerry’ego Goldsmitha.

  • Napisane przez ~Simply w dniu 16 października 2013. Odpowiedz

    Przegapiłem, ale kumpel, który z resztą lubi westerny to obejrzał i też strasznie psioczył, że dętka ponoc straszna.
    Ja ostatnio widziałem ‚ Il Grande Duello’ ( 72′ ) Giancarlo Santiego, jeden z pózniejszych Van Cleefów. Takie dośc w sumie przyjemne kino zemsty średniego kalibru. LVC mniej więcej, taki jak zawsze ( charyzma + coolness + elegancja Francja ) , w roli ex szeryfa pomagającego wrobionemu w morderstwo kolesiowi oczyscic sie z zarzutów i wyswietlic prawdę o smierci jego starego. Finałowy gundown, w dupnym corralu to LVC przeciw trzem złym braciakom. Scenariusz Ernesto Gastaldiego i jak na niego, to trochę niechlujny. Może pan reżyser spaścił, bo Gastaldi to jednak pedant.
    Główny temat muzyczny Bacalova dobrze znany z ‚ Kill Billa’.
    Natomiast drugi z tematów, to takie przaśne country literalnie na melodię ,, O północy się zjawili jacyś dwaj cywile…” :D
    3/6

  • Napisane przez ~Mariusz w dniu 16 października 2013. Odpowiedz

    „Il Grande Duello” nie widziałem, na pewno wkrótce obejrzę, bo Van Cleefa lubię nawet w tych słabszych filmach (takich jak chociażby „El Condor”).
    Muzyka Bacalova z „Grande duello” bardzo mi się podoba.
    Ernesto Gastaldi w ’72 napisał scenariusze (lub był współscenarzystą) do 8 filmów, więc myślę, że to jednak bardziej taki rzemieślnik, który raz się bardziej przykłada do pracy, innym razem nie bardzo mu się chce :D

  • Napisane przez ~Simply w dniu 16 października 2013. Odpowiedz

    Możliwe, chociaż tu niektóre sceny szło o wiele porządniej wykonac i faktycznie mogło to na papierze dużo lepiej wyglądac.

  • Napisane przez ~Westerny w dniu 19 października 2013. Odpowiedz

    Ostatnio byłem trochę zapracowany i nieobecny. Też przegapiłem tę „Godzinę ognia” Sturgesa. W ogóle to ostatnio oglądam same jakieś dziwne, quasi westernowe produkcje z ostatnich lat. W brew pozorom sporo ostatnimi czasy wyszło jakiś dziwnych Westernów, ale wybrać z tego coś wielkiego to sztuka…

  • Napisane przez ~Simply w dniu 19 października 2013. Odpowiedz

    Już nawet nie tyle ,,wielkiego” , co chocby strawnego.Ja już sobie z tą chujnią dałem spokój,po obejrzeniu paru takich zjebanych crapów ( i to niskobudżetowych – myślałem, że chociaż jakąś fajną inwencją zaskoczą ) W ogóle caly ten weirdwest niech się buja do klopa, gdzie jego rodzinne strony.
    A jak chodzi o NORMALNE westerny z nowości, to parę pozycji mam na liście do sprawdzenia ( ‚ Dead Man’s Burden ‚ ‚Sweetwater ‚ ‚ Brigands of Rattleborge ‚ )
    A z klasyki, to nie dawno, po raz pierwszy obejrzałem ‚ Zakole Rzeki’ ( The Bend of the River ) Anthony Manna – bardzo OK, wbija do czołówki gościa.

  • Napisane przez ~Simply w dniu 14 stycznia 2014. Odpowiedz

    No i co ? Przejadły Ci się westerny, czy blogowanie? Tylko nie mów, że nie masz czasu, tak, to byś przynajmniej raz na miesiąc coś wrzucał nowego.

  • Napisane przez ~Mariusz w dniu 23 kwietnia 2014. Odpowiedz

    Niepokojące jest milczenie autora tego bloga.

Zostaw komentarz

Subskrybuj komentarze




  • RSS