{ksywa}.blog

Samotny Jeździec

7 sierpnia 2012 ", ", 96 komentarzy

    „Samotny jeździec” („Ride Lonesome”) to typowy Western lat pięćdziesiątych spod szyldu Boetticher-Scott, oddający ducha tamtego okresu, czyli czasu, gdy podział na dobro i zło powoli się zacierał, a filmową fabułę reżyserzy urozmaicali, dodając nieco więcej zagadkowości i tajemnicy (Western Psychologiczny).  Rzekłbym, iż pod tym względem filmy wyżej wymienionego duetu przypominają nieco filmy duetu Mann-Stewart, choć nie są aż tak przebojowe.  Szczególnie „Naga ostroga” przychodzi mi na myśl oglądając „Samotnego jeźdźca”.  Też jest tam transport poszukiwanego bandyty, są Indianie, jest piękna kobieta i jest pewna sprawa z przeszłości, która sprawia, że intencje głównego bohatera do końca nie są jasne.  Dodam, że główny bohater to postać bardzo ciekawa i świetnie zagrana.  To obok „Strzałów o zmierzchu” najlepsza moim zdaniem rola Randolpha Scotta…

    Film zrealizowano w 1959r., a jego reżyserem jest Budd Boetticher, który wszedł do panteonu westernowych reżyserów po zrealizowaniu serii świetnych obrazów z Randolphem Scottem w roli prawego, samotnego przybysza.  Twórcą całkiem niezłego scenariusza jest Burt Kennedy, który wielokrotnie: wcześniej i szczególnie później, sprawdzał się też w roli reżysera.  Co do Boettichera, to realizując „Samotnego jeźdźca” miał on już na koncie kilka ,więcej niż przyzwoitych, Westernów jak choćby „Cimmaron Kid”, „Siedmiu ludzi do zabicia” czy „Jeden dzień w Sundown” – nie są to jednak pozycje powszechnie znane.  Wśród tytułów realizowanych przez najwybitniejszych reżyserów tamtego okresu „Samotny jeździec” jest raczej filmem przeciętnym, ale ogląda się go dobrze, bo nie jest długi, ma wspaniałe, zaskakujące zakończenie, no i można podziwiać grę dwóch młodych tytanów Westernu czyli Lee Van Cleef’a i Jamesa Coburn’a, oraz znanego z serialu „Bonanza” Pernella Robertsa.  Autorem muzyki jest Heinz Roemheld.

    Fabuła filmu zbudowana jest wokół perypetii Bena Brigade’a (świetny Randolph Scott) – doświadczonego łowcy głów, któremu udaje się schwytać poszukiwanego listem gończym młodego bandytę Billy Johna.  Ów Billy jest poszukiwany za morderstwo, a Ben zamierza odwieźć go do pobliskiego Santa Cruz by odebrać nagrodę.  Z biegiem czasu okazuje się jednak, że intencje Brigade’a nie są tak klarowne jak by się z początku wydawało.  W drodze docierają na farmę, gdzie spotykają dwóch byłych przestępców: Sama (Pernall Roberts) i Whita (James Coburn), którzy przyłączają się do Bena licząc na amnestię za doprowadzenie ściganego przed sąd.  Spotykają tam też młodą kobietę Carrine (Karen Steele), żonę hodowcy, który wyruszył w pogoń za Indianami – złodziejami jego bydła.  Gdy okazuje się, że mąż młodej damy został zamordowany przez Indian, a bandyci napadli na przejeżdżający tamtędy dyliżans, cała grupa podejmuje ryzykowną podróż do Santa Cruz.  Sytuacja coraz bardziej komplikuje się, bo w pościg za nimi ruszają złowrodzy Indianie, a także banda zbirów dowodzona przez brata Billy John’a – Franka (Lee Van Cleef), który zamierza odbić młodszego brata.  Mimo to Ben nie śpieszy się i często zatrzymuje na noclegi.  Członkowie prowadzonej przez Brigade’a wyprawy powoli rozumieją, że intencje ich przewodnika są diametralnie różne od początkowo zakładanych.  Wszystko wyjaśnia się, gdy docierają do owianego złą sławą drzewa wisielców, z którym Bena i Franka łączy przerażająca przeszłość.

    Film ogląda się naprawdę dobrze.  Akcja jest wartka, umiejscowiona w malowniczych plenerach Teksasu (lub Nowego Meksyku – nie jestem pewien).  Ma ciekawy scenariusz ze sporą ilością strzelanin i zwrotów akcji, zaś aktorzy stanęli na wysokości zadania i nie zepsuli widzom widowiska.  Choć w filmie nie ma nic, czego nie widzielibyśmy we wcześniejszych dziełach tego gatunku, to jednak wydaje się on całkiem zaskakujący.  Duża w tym zasługa końcówki, która oprócz ważnego dla fabuły zwrotu akcji, daje też widzowi świetną, symboliczną scenę – spalenie drzewa wisielców, którym główny bohater zamyka pewien etap w swoim życiu.  Jest to niezwykle ciekawe, bo Klasyczne Westerny zwykło się kończyć damsko-męską sceną romantyczną (vide „Naga ostroga”).  Oczywiście w filmie jest kilka podobieństw do wymienionego dzieła Manna.  Przede wszystkim próby knowań Billy Johna i nakłanianie poszczególnych członków wyprawy do zdrady lub zmiany planów.  Niejasna przeszłość Bena Brigade’a to też myślę próba polemiki z postacią Howarda Kempa.
    Sumując dodam, że film ten wpasowuje się idealnie w moje gusta, bo okres drugiej połowy lat pięćdziesiątych to, obok przełomu lat 40-50 (Ford, Hawks), mój ulubiony fragment w historii Westernu.  Wszystkim fanom i anty-fanom Randolpha Scotta powiem, że choć jest to aktor mało charyzmatyczny, który nie sprawdziłby się jako gwiazda wielkich hollywoodzkich produkcji, to jednak jako westernowy kowboj, szeryf czy oficer sprawdzał się świetnie, a ilość zagranych przez niego filmów robi naprawdę wielkie wrażenie.  Nie bez kozery jest on więc na moim blogu w dziesiątce najwybitniejszych westernowych aktorów i to miejsce mu się tam należy.  Tym filmem utwierdził mnie  w owym przekonaniu.  „Samotnego Jeźdźca” POLECAM, jako pozycję podręcznikową Westernu Psychologicznego drugiej połowy lat pięćdziesiątych.


Klasyczne Westerny

, , , , , , , , ,

  • Napisane przez Simply w dniu 21 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Czytałem o tym śmiertelnym skoku, zaś o planach remake’u ,, tWB” nie wiedziałem. Pomysł imho nie wróżył wiele dobrego, ale nic mnie już chyba nie zdziwi, odkąd dowiedziałem się, że koleś od ,, Pineapple Express” ma kręcic remake ,,Suspirii” ( na imdb – film w fazie pre-produkcyjnej). Swoją drogą ciekawe, jak wyglądałaby obsada nowej ,, Dzikiej…”, z pierwotnego składu, to chyba tylko Bo Hopkins i L.Q.Jones jeszcze żyją.
    Tony’ego Scotta najbardziej cenię za ,, Zagadkę Nieśmiertelności” – piękny i dekadencki film z kultowym wejściem Bauhausu. Tak, czy inaczej, szkoda faceta.

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 21 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Ja najbardziej lubię jego filmy z lat 90-tych: Karmazynowy przypływ, Wróg publiczny, Prawdziwy romans (wg scenariusza Tarantino). Z filmów ostatniej dekady podobał mi się „Człowiek w ogniu”, który jest remakiem, dlatego uważam, że skoro planował kolejny remake to raczej musiał mieć na niego jakiś dobry pomysł. Pomijam już fakt, że inny remake, „Metro strachu”, średnio mu się udał. Kiedyś należał do moich ulubionych reżyserów, ale po 2005 roku spadł u mnie na dalsze miejsce. Dotychczas kręcił głównie filmy z gatunku thriller/akcja i jakoś trudno mi było go sobie wyobrazić jako reżysera westernu, ale w czasach, gdy powstaje tak mało westernów to chętnie obejrzałbym nawet remake jednego z moich ulubionych filmów czyli „Dzikiej bandy”. Nie wiem, kto miałby w tym filmie zagrać, ale podobno scenariusz miał pisać Brian Helgeland.

  • Napisane przez Simply w dniu 21 sierpnia 2012. Odpowiedz

    … popuścmy zatem wodze fantazji:
    THE WILD BUNCH

    – reżyseria: Michael Mann( Paul Verhoeven, Kim Jee Won,John Hillcoat, Walter Hill)
    – scenariusz: David Mamet
    – zdjęcia: Dante Spinotti ( Vilmos Zsigmond, Roger Deakins)
    – muzyka: Nick Cave & Warren Ellis ( Ry Cooder)

    STARRING:

    Pike Bishop – Rutger Hauer
    Dutch – Armand Assante ( Tommy Lee Jones)
    Angel – Manu Chao ( to nic, że trochę za stary i nie aktor :D)
    Lyle Gorch – Vinny Jones
    Tector Gorch – Mickey Rourke
    Freddie Sykes – Harvey Keitel
    Deke Thorton – Kevin Costner
    gen. Mapache – Benicio Del Torro
    Crazy Lee – Black Jack
    Harrigan – Bo Hopkins
    Coffer – Vincent Gallo
    T.C. – Paul Giamatti
    Teresa – Penelope Cruz

    … i może by coś z tego wyszło :)

  • Napisane przez Simply w dniu 21 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Choc to jasne, jak słońce, dla porządku podaję:
    R-rated
    ( MPAA – for strong bloody violence, language, alcohol and drugs using and some nudity ) :D

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 21 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Twoje typy są jak najbardziej trafne. Też bym widział Michaela Manna za kamerą. Do tej obsady nie mam zastrzeżeń, może tylko tego Manu Chao bym zastąpił kimś bardziej znanym (np. Gael Garcia Bernal). A w roli generała Mapache może jednak ktoś starszy, np. Emilio Echevarria. Z obsady starej wersji żyje jeszcze Jaime Sanchez, więc może i dla niego znalazłaby się jakaś mała rólka.

  • Napisane przez Simply w dniu 21 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Manu jest bardzo znaną postacią, tyle, że to muzyk. Ale Bernal, to idealne rozwiązanie, zapomniałem po prostu o tym wyjebistym aktorze. Ale Benek Byk musi byc i basta, wcale nie jest już taki młodziutki. A Sanchez mógłby byc tym Meksykaninem, z którym Pike rozmawia w wiosce podczas nocnej fiesty i dowiaduje się, ze tamten też ostro kiedyś ,, zbójował”. On na końcu przyjeżdża z Sykesem do Aqua Verde, już po masakrze.
    Ćhyba też żyje Alfonso Arau ( Pancha, Tomasa, Petra – vamos! :D:D)Zaś do roli Coffera ( L.Q. w oryginale) wolałbym jednak Roberta Carlyle’a, niż Gallo.

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 21 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Ja za Del Toro nie przepadam, dlatego szukałem jakiejś alternatywy dla roli Mapache. Penelope Cruz również częściej mnie irytuje niż zachwyca, ale w takiej małej roli (jak postać Teresy) to jeszcze może być :)

  • Napisane przez Simply w dniu 21 sierpnia 2012. Odpowiedz

    no i jeszcze kmdr. Ferdinand Mohr – Malcolm McDowell, albo Christoph Walz, a jego adiutant – Til Schweiger

  • Napisane przez Westerny w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Tony Scott, świetny reżyser. Najbardziej lubię „Prawdziwy romans”. Scena jak Hopper opowiada o przodkach Walkena mistrzowska.

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Ta scena z „Prawdziwego romansu” jest genialna i po mistrzowsku zagrana. Ale gdybym miał wybrać jeden jego film to wybieram „Wroga publicznego”. Widziałem go wielokrotnie, świetnie trzyma w napięciu i doskonale się go ogląda nawet znając jego zakończenie.

    Ulubionym aktorem Scotta był Denzel Washington, współpracowali razem przy pięciu filmach i myślę, że byłby on brany pod uwagę także przy nowej wersji „Dzikiej bandy”. A nawet jeśli by nie zagrał to myślę, że w obecnych czasach poprawności politycznej znalazłoby się miejsce dla jakiegoś czarnoskórego aktora :)

    U mnie wymarzona ekipa nowej „Dzikiej bandy” wyglądałaby następująco:

    reżyseria: Michael Mann
    scenariusz: Brian Helgeland, Michael Mann
    zdjęcia: Dariusz Wolski (pracował ostatnio z Ridleyem i Tonym Scottem przy „Prometeuszu”)
    muzyka: Marco Beltrami (nominacja do Oscara za „3:10 do Yumy”)

    Obsada:
    Pike Bishop – Denzel Washington
    Deke Thorton – Jeff Bridges
    Dutch – Peter Weller
    Freddie Sykes – Anthony Hopkins
    Lyle Gorch – Michael Biehn
    Tector Gorch – Powers Boothe
    Angel – Gael Garcia Bernal
    Gen. Mapache – Emilio Echevarria
    Coffer – Stephen Lang
    T.C. – Kiefer Sutherland
    Pat Harrigan – R. Lee Ermey
    Crazy Lee – Robert Knepper
    Maj. Zamorra – Franco Nero
    Lt. Herrera – David Zayas
    Don Jose – Jaime Sanchez
    Kmdr Frederick Mohr – Bruno Ganz

  • Napisane przez Simply w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Widzę, że Ci humor dopisuje… Denzel jako Pike = WTF? Dobry aktor i nic do niego nie mam, ale do tej roli ni w cholerę nie pasuje. Ciekawe, kto by miał uwierzyc, że czarny dowodził w tamtych czasach bandą i trzymał za ryje takich rezunów, jak bracia Gorch ? Po co zresztą jeszcze bardziej pogłebiac to wynaturzenie, jakim z reguły bywa political correctness w praktyce. Dla mnie Rutger uber alles . Nick Nolte, ewentualnie.
    Innego rodzaju problem widzę z Echevarrią. Aktor świetny, zdawałoby się, do tej roli wymarzony, ale… tu jego atuty działają imo przeciwko niemu. On zawsze ma w sobie coś szalenie dystyngowanego, nawet, jak gra plebejuszy, roztacza aurę jakiejś feudalnej rycerskości. A Mapache, to parweniusz i lumpenproletariacki buras, który się do władzy dorwał. Tu mi własnie Del Torro pasuje i jego sznaps-baryton, wory pod oczami i pewna ocięzałośc i topornośc w ruchach, on ma coś, czego nigdy do końca oszlifowac się nie da.
    Reszta mniej więcej O.K. duet Biehn- Boothe byłby na pewno fajny, ale chyba nie aż tak jak Jones-Rourke. Obaj są łobuzami z natury, Vinny grandził ostro na boisku, a Mickey gdzie się dało – wszyscy o tym wiedzą i stąd ten dodatkowy smaczek. Weller – czemu nie? Lee Ermey też. Natomiast Knepper, choc posiada wymagany tu potencjał, jest ewidentnie za stary, Crazy Lee to w sumie szczyl. Natomiast about para Coffer-T.C., to zdecydowanie obstaję przy swoim.Psychopatyczny duet Carlyle-Giamatti miałby szanse na zbiorowego Oscara za męską-drugoplanową. Jak chodzi o operatora, to Wolski na pewno by wypadł świetnie, w końcu fachura z pierwszej ligii. Ja obstawiałem Spinottiego, bo raz, że doskonały operator, a dwa, że z Mannem tworzą od lat zgrany tandem.

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Akcja filmu rozgrywa się 1913 roku, niewolnictwo już dawno zostało zniesione :D

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Zresztą nie chciałbym wiernego rimejku, to nie musiałyby być identyczne postacie, Mapache mógłby być bardziej dystyngowany, a Pike’owi można by w retrospekcjach dopisać jakąś inną historię niż w pierwowzorze. I jeśli historia zostałaby sprawnie napisana to widzowie by w nią uwierzyli :)

  • Napisane przez Simply w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Niewolnictwo nie ma tu nic do rzeczy. Segregacja panowała niepodzielnie , zwłaszcza w mentalności białych wyrzutków. Bracia G. nawet Angela uważali za coś pośledniejszego. Od biedy może byc jakiś czarny kolo w bandzie ( Sykes?:D, Forrest Whiteaker? , może bracia?), ale w życiu, jako szef!

  • Napisane przez Westerny w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Zgadzam się. Równie dobrze można by zrobić remake „Fortu…” i obsadzić Denzela w roli Owena Thursdaya ;).

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Dzika banda to nie jest oddział żołnierzy tylko banda wyrzutków, wśród których mogą się znaleźć różne typy. Nie ma tu dowódcy, który by wszystkimi rozporządzał, każdy pracuje dla siebie, by się wzbogacić i jakoś godnie dotrwać do końca swoich dni. Tak więc, bez przesady :P

  • Napisane przez Simply w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Totalna bzdura. Gdyby tak było, to sławetne ,, Let’s Go!” spotkałoby się z odpowiedzią ,, A pierdol się , ojciec, na ryj! ” Bishop jest ultra-charyzmatycznym dowódcą, mózgiem i strategiem, który potrafi bez problemu narzucic dyscyplinę i respekt najgorszym oprychom, którym nawet w najbardziej wybujałych fantazjach nie strzeli do łba, żeby mu się postawic. Oni są lepsi, niż oddział wojska, chyba, że Ci się z bandą Thortona pomyliło :D
    Czarny Pike, to jak żółty Harrigan ; w końcu Chińczycy najwięcej podkładow kolejowych nakładli , przy budowie Union Pacific :D

  • Napisane przez Westerny w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Ani Thorton ani Bishop nie mogliby być czarni. To ludzie pokroju dzisiejszych członków oddziałów specjalnych, którzy zeszli na złą drogę. Pewnie w przeszłości (podczas wojny) byli sierżantami (a może i oficerami) wojskowymi inaczej nie posiedliby odpowiednich umiejętności taktyczno-operacyjnych.

  • Napisane przez Simply w dniu 22 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Proste, jak przysłowiowy chuj :D

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 23 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Na wojnie też służyli czarni sierżanci, jak np. postać grana przez Morgana Freemana w „Glory” :)
    Pike nie był jakimś genialnym strategiem, skoro tak łatwo dał się nabrać, dokonując kradzieży uszczelek zamiast pieniędzy. Po takiej wpadce członkowie jego bandy powinni być na niego mocno wkurwieni. W dodatku w dalszej części filmu jest taka scena, w której Pike najpierw przywołuje do porządku jednego z braci Gorch, po czym ma problem, by wsiąść na konia. I mam wątpliwości czy w tym momencie bracia Gorch czują do niego respekt.
    „Dzika banda” to film o odwadze i lojalności i właśnie te dwie wartości sprawiają, że bohaterowie wyruszają na samobójczą akcję, a nie to, że tak im każe ich „szef”. Skoro idą na śmierć przez jakiegoś Meksykanina to jaka dla nich różnica, czy „Let’s Go” mówi do nich białas, Murzyn, Meksykanin, Indianin, Żyd czy Azjata.
    Zresztą opowieść o dzikiej bandzie to historia fikcyjna i nie należy się trzymać sztywno jakichś wyobrażeń na temat tego jak wyglądały ówczesne bandy. Bo na pewno nie wszystkie wyglądały tak samo.

  • Napisane przez Westerny w dniu 23 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Oberzyj jeszcze raz „Chwałę” i zobacz jakiego koloru skórę mają wszyscy oficerowie z Broderickiem na czele. Wyróżnienie w tym filmie podstarzałego wiarusa Freemana stopniem sierżanta to kurtuazja i gest polityczny, a nie realne powierzenie komendy. Poza tym takie cuda mogły zdarzać się wśród regimentów z północno amerykańskich stanów walczących na terenie Georgii czy Karoliny, ale nie w Teksasie :P. Zrobienie Django czarnoskórym niewolnikiem to jest już mega przewrotność, ale na czarnego Pike’a nawet Spike Lee by się nie porwał ;). Choć zgadzam się, że nie kolor skóry w filmie gra główną rolę.

  • Napisane przez Simply w dniu 23 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Buffallo Soldiers…Natty Dread Rasta! Łojjojoj, Łojojojoj :D :D :D

  • Napisane przez Westerny w dniu 23 sierpnia 2012. Odpowiedz

    W Teksasie Buffalo Soldiers byli gnębieni bardziej niż Indianie. Jeszcze pod koniec lat 20′tych miejscowi „porządni obywatele” dokonywli zbrojnych napaści i zamachów na członków tych oddziałów. Wieszano ponoć nawet tych, co się z nimi przyjaźnili.

  • Napisane przez Simply w dniu 23 sierpnia 2012. Odpowiedz

    W kwestii ,, Let’s Go”:
    Dutch jest ulepiony z innej gliny, niż bracia Gorch, z Pike’m rozumieją się bez słów. On już czeka na zewnątrz gotów do akcji: jeden porozumiewawczy uśmiech i wszystko jasne. Bracia, to jednak wciąż nieokrzesani zbóje ( do tego ze świeżymi 2000$ przy dupie ). Tu trzeba wydac komendę, jak psu, żeby zostawił upragnioną kośc i skoczył za panem w ogień. Warren Oates odpowiada ,, Why not ?”, bo wie, że gdyby odmówił, Bishop nie będzie z nim negocjował, tylko zajebie go na miejscu i jego brata tak samo. A to jest ostatnia rzecz, jaką by sobie jeden z drugim życzył : zginąc z ręki jedynego człowieka, do którego ma się szacunek ( świetnie taką gangsta-mentalnośc opisał Mario Puzo w ,, Ojcu Chrzestnym” poprzez postac Luki Brasi ). Chłopaki mają świadomośc, że są najlepsi w bandyckim fachu i to wyłącznie dzięki temu, że trafili pod komendę takiego szefa, jak Pike. Bez niego byliby nikim, jak te zdegenerowane jełopy od Thortona. A skoro rychła śmierc jest pisana, to chyba lepiej zginąc u boku wiernych druhów i natłuc przy okazji tylu brudasów, ilu się da. Żaden murzyn w życiu nie podporządkowałby sobie tego pokroju kolesi w tamtych czasach, jak inteligentny i silny by nie był. Strzelili by mu w plecy przy pierwszej okazji. Chcesz iśc dalej w zaparte – wolna droga, tyle że do nikąd :D

  • Napisane przez Simply w dniu 23 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Westerny, dawaj teraz swoje typy do ,, Wild Bunch”. Jesteś gospodarzem, to się nie wymiguj.

  • Napisane przez Westerny w dniu 23 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Dobrze, ale muszę chwilę pomyśleć…

  • Napisane przez Anonim w dniu 23 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Reżyseria: Robert Rodriquez (Teksas)
    Scenariusz: Troy Duffy
    Zdjęcia: Daniel Mindel
    Muzyka: Alan Silvestri

    Osada:
    Pike Bishop: Russel Crowe
    Deke Thorton: Liam Neeson
    Dutch: Harvey Keitel
    Freddie Sykes: Dustin Hoffman
    Lyle Gorch: Emilio Esteves
    Tector Gorch: Charlie Sheen
    Angel: Diego Luna
    Gen. Mapache: Joaquim de Almeida
    Coffer: Tobin Bell
    T.C: Carlos Gomez
    Patt Harrigan: William H. Macy
    Crazy Lee: James Franco
    Major Zamorra: Andy Garcia
    Lt. Hererra: Tito Larriva
    Don Jose: Christopher Plummer
    Kmdr Mohr: Thomas Kretschmann
    Teresa: Salma Hayek

  • Napisane przez Simply w dniu 24 sierpnia 2012. Odpowiedz

    No nawet spoko. Rodriguez też sypie szalonymi montażowymi pomysłami, jak Samuel, dla mnie jest ( obok Nikity Michałkowa) najlepszym montażystą wśród reżyserów. Tylko nie wiem, czy Rysiek Krowa nie jest trochę za młody jak na Pike’a – między nim, a Keitelem jest 25 lat różnicy, to sporo. Dobry Mapache ( okrutna, chłopska twarz). Dustin Hoffmann, jakby nie zaczął odpierdalac fochów na planie, mógłby ukraśc show. Jedyne co bym radykalnie wymienił, to autora muzyki. Zamiast tego rutyniarza, dałbym zaprzyjażniony z Rodriguezem zespół Chingon ( ,, Malaguena Salerosa” z Kill Billa 2 = kisiel w majtach! ) A Tito jako lejtnant-alfons, git.
    Ps. Tak mi BTW przyszło do głowy, że rolę Sykesa mógłby w sumie zagrac Clint Eastwood. To by była jazda, dopiero…

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 24 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Jak Rodriguez by to kręcił to pewnie i dla Danny’ego Trejo znalazłby jakąś rolę :) I pewnie przy scenariuszu też by majstrował. Duet antagonistów Crowe – Neeson mi jak najbardziej pasuje. Ja myślałem jeszcze, że w roli Pike’a pasowałby może Ed Harris. Poza tym jego kompan z „Appaloosy” Viggo Mortensen zna podobno język hiszpański, więc też by się tu przydał. A Mapache według mnie nie powinien znać angielskiego, bo na wykształconego to on nie wygląda :) Jeśli zaś chodzi o kobiece typy, Elsę, Teresę, Aurorę to tu widziałbym mniej znane aktorki, jak Roselyn Sanchez, Jennifer Esposito, może jeszcze Jessica Alba, która u Rodrigueza zagrała ostatnio Meksykankę w „Machete”.

  • Napisane przez Simply w dniu 24 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Dla Danny’ego Trejo można by jakąś dodatkową rolę wymyślic. Mógłby byc takim gorylem-katem pana generała i katrupic biednego Angela. Z tymi laskami to się zgadzam. Salma jest już trochę za bardzo, że tak powiem, balzakowska do tej roli. Tereza, to ma byś taka świeżutka, żyzna sucz:D Zresztą, z tym nie powinno byc problemu, to nie są trudne role. Takiego kwiatu pół światu : trzeba tylko byc ładną, migdalic się z obleśnymi chłopami i służyc Pike’owi za tarczę podczas finału :D

  • Napisane przez Westerny w dniu 24 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Salma dla Roberta zawsze była muzą i dawał ją do wszystkich filmów (prawie) dlatego jest i tu. To taka rólka jak w „Czterech pokojach” ;). Co do muzy to myślałem o Graeme Revellu do pary z zespołem Tito and Tarantula, ale ostatecznie stanęło na mistrzu Alanie :).

  • Napisane przez Simply w dniu 24 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Też mi Tito w pierwszej chwili się nasunął, ale ja wiem? Trochę za bardzo rokendrollowy, mnie by pasowało tu bardziej akustyczne brzmienie, ale też z czadem, jak właśnie Chingon. Jakby zcoverovali parę tradycyjnych, meksykańskich numerów z takim ogniem, jak ,, Malaguenę”, to by było to.

  • Napisane przez Westerny w dniu 24 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Eastwood za mało żywiołowy na Sykesa imho…

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 24 sierpnia 2012. Odpowiedz

    W najbliższą niedzielę w dwójce w południe będzie można obejrzeć western „Shalako” (1968). Reżyserem jest Edward Dmytryk, twórca świetnego westernu „Dwa złote kolty” („Warlock”, 1959).
    „Shalako” to chyba jedyny western z Seanem Connery’m – aktorem, który obecnie jest na zasłużonej emeryturze :) W filmie Dmytryka partneruje mu Brigitte Bardot, również nie kojarzona z tym gatunkiem, lecz mająca na koncie role w westernach komediowych: niezłym „Viva Maria” i kiepskim „Królowe Dzikiego Zachodu”.
    „Shalako” kiedyś oglądałem, ale pamiętam z niego tylko jedną scenę – kiedy bohaterowie mieli się wspinać na jakąś górę pewien staruszek stwierdził: „Ja mogę się wspiąć najwyżej na grzbiet konia” :D

  • Napisane przez Westerny w dniu 24 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Nom, Shalako całkiem fajny film, kiedyś widziałem.

  • Napisane przez Simply w dniu 25 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Z tego, co pamiętam, to bardzo przeciętny. Ale nie zaszkodzi przypomniec. Z fajnych aktorów, to gra tam też Stephen Boyd ( Bravados). W ogóle, tam jest dośc barwna obsada.

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 25 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Chuck Norris jak Clint Eastwood – jego efektowne wejście w „Niezniszczalnych 2″ ilustrowane jest muzyką Ennia Morricone z filmu „Dobry, zły i brzydki” :) Chyba powinni raczej wykorzystać motyw z filmu „Samotny wilk McQuade”, ale ostatecznie zdecydowano się na bardziej znany utwór. A sam film według mnie całkiem niezły.

  • Napisane przez Westerny w dniu 26 sierpnia 2012. Odpowiedz

    No Shalako trochę ponad przeciętną. Ale Brigitte Bardot kosa jakich mało ;). Chyba ją wrzucę do top10 :).

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 26 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Według mnie całkiem niezły film. Wspomniany przez Simply’ego Stephen Boyd chyba najlepiej wypadł z obsady. Ale niestety obsada wbrew pozorom nie jest najmocniejszą stroną, bo chociaż lubię Connery’ego, to w tym filmie wydał mi się zbyt mało charyzmatyczny jak na głównego bohatera. I nie dziwię się, że nie zagrał w większej ilości westernów. A z kobiet to jednak Honor Blackman bardziej mi się podobała niż Bardotka. Ale to takie moje subiektywne odczucia :) Co do samego filmu to mamy tu ciekawy motyw fabularny – przybycie arystokratów, którzy poznają „uroki” Dzikiego Zachodu, na czele z Indianami :) Poza tym motyw zdrady i chciwości, które przyczyniają się do zguby. Kobieta licząc, że ucieczka z przestępcą uchroni ją przed śmiercią z rąk Indian zostaje brutalnie ukarana za wiarołomstwo i zuchwalstwo. Nie brakuje tu też brutalnych fragmentów (np. kiedy Indianin podrzyna gardła psom), zaś strzelaniny dawkowane są z umiarem. Po prostu dobry film. Dzisiaj w tv jest chyba jeszcze „Złoto MacKenny”, ale jakoś nie mam ochoty go oglądać – kiedyś widziałem i nie zrobił na mnie większego wrażenia, choć obsada jest w nim imponująca i nawet nagość jest w nim obecna :)

  • Napisane przez Westerny w dniu 26 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Bardot moim zdaniem lepsza. „Złoto…” to film zrobiony z niezłym rozmachem i lubię go oglądać, ale to prawda, że czegoś tam brakuje żeby nazwać go udanym.

  • Napisane przez Simply w dniu 26 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Akurat tak wyszło, ze teraz nie oglądałem. Z tego, co pamiętam, to Connery był tu strasznie drewniany. Film ogólnie bez szału. Pomysł wyjściowy dawał spore możliwości, ale można było zeń wycisnąc dużo więcej. W ogóle Dmytryk, to dla mnie raczej reżyserski średniak ( z przebłyskami – ,, Warlock” ,, Młode Lwy” ). ,, Złoto McKenny” też widziałem 100 lat temu, pamiętam piosenkę ,, Old Turkey Buzzard” śpiewaną przez Jose Feliciano. Muzykę napisał Quincy Jones i jest to rzadki przypadek, gdzie soundtrack do westernu stworzył kompozytor jazzowej proweniencji. No i ładne trzęsienie ziemi na końcu ( nie, jak chce Hitchcock ). Lepszym westernem J. Lee Thompsona jest ,, Biały Bizon”: Wild Bill Hickok ( Bronson) i Crazy Horse ( Will Sampson) polują na legendarne bydlę o wysokości i kubaturze domu jednorodzinnego.

  • Napisane przez Simply w dniu 26 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Bardotka vs Honor Blackman? Aktorsko, to trudno mi powiedziec, z urody, to Honorata raczej nie ma startu do BB.

  • Napisane przez Simply w dniu 26 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Spirali śmierci ciąg dalszy… 20 sierpnia umiera Joaquin Romero Marchent, hiszpański reżyser, jeden z pionierów spaghetti westernu. Jego ,, Smak Zemsty” z 1963 był jednym z bardzo nielicznych spag westów, jakie gościły na ekranach polskich kin na przełomie lat 60 i 70 – według powszechnie panującej opinii krytyków, spaghetti western uważany był za pozbawione wszelkich ambicji wynaturzenie.
    Marchent ma na koncie bardzo wysoko oceniany, utrzymany w poetyce kina drogi ,, Seven guns from Texas” z 1964, oraz ,, Fedra West” – westernową trawestację mitologicznego dramatu Jean Racine’a. Największy rozgłos zdobył filmem ,, Cutthroats Nine” z 1972, który słusznie uchodzi za najkrwawszy spaghetti western wszechczasów. Ta depresyjna, survivalowa opowieśc nie jest filmem do końca udanym, niektóre sceny są wykonane topornie ciężką ręką, jednakowoż pod względem gore dzieło kopie w twarz, jak należy. Nie dawno pojawiło się info o planowanym remake’u, z Harveyem Keitelem w głównej roli, ale projekt nie przeszedł. Marchent w latach 70 i póżniej pracował głownie dla tv – jego przygodowy serial o hiszpańskim Robin Hoodzie doby napoleońskiej ,, Curro Jimenez” telewizja polska swego czasu emitowała.
    RIP

  • Napisane przez Peckinpah w dniu 27 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Wygląda na to, że trzeba się wkrótce zapoznać z filmami tegoż twórcy. Nie dość, że nie oglądałem żadnego jego filmu, to nawet nigdy nie słyszałem tego nazwiska.

  • Napisane przez Westerny w dniu 27 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Ja widziałem „Siedmiu z Teksasu”. Całkiem niezły i chyba najbardziej znany Western tego twórcy. Zupełnie za to nie kojarzę tego o „Dziewięciu porzynaczach gardeł” ;), ale brzmi mrocznie…

  • Napisane przez Simply w dniu 27 sierpnia 2012. Odpowiedz

    Ja widziałem tylko ,, Cutthroats…”, znany też pod tytułem ,, Condenados a Vivir” ( Skazani na Życie). Odświeżę go sobie i zapodam mini reckę w ramach ,,ostatnio obejrzanych”.

Komentowane strony: 1 2

Zostaw komentarz

Subskrybuj komentarze




  • RSS